wczoraj po raz pierwszy odkąd jest z nami Bąbel, mieliśmy wieczór dla siebie. Teściowie zaopiekowali się małym a my mogliśmy pohasać na łonie natury :) Wszystko za sprawa koncertu Kazika :D uwielbiam go i uśmiecham się od ucha do ucha jak widzę te jego ruchy sceniczne :D
Koncert był meeeeega dobry. Dawno na tak dobrym nie byłam. Nie był to Kult więc piosenki były nooo....powiedzmy, że mało grane:D nóżka chodziła, głowa się bujała i nawet kilka podskoków wykonałam :D ale to dosłownie kilka...ucierpiała moja stopa w balerinkach (znak czasu, kiedyś było niemożliwe żebym na koncert poszła w kołnierzyku i brązowych delikatnych pantofelkach) ale nie ważne...ważne, że było mega i w dobrym towarzystwie :D
Byłam też wczoraj na premierze książki. Wypiłam pyszną kawę, odmówiłam torta (ja serio muszę schudnąć!) i wróciłam z nowa książka. *zakazałam sobie ostatnio kupowania książek, kurcze a już kolejną ma w głowie i chciałabym ją już.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz